Ksiądz Jerzy dziś też byłby prześladowany


ks. proboszcz Zygmunt WirkowskiZ księdzem prałatem Zygmuntem Wirkowskim, kolegą ze szkolnej ławki błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki, proboszczem parafii św. Izydora w podwarszawskich Markach, rozmawia Maria Popielewicz.

 

Jest cud za przyczyną ks. Jerzego Popiełuszki, rusza proces, który miejmy nadzieję zakończy się kanonizacją…

– Ta wiadomość to na pewno wielka radość dla nas, którzy znaliśmy Jurka. Ja poznałem go w szkole. Przez pół roku siedziałem z nim w jednej ławce. Całe liceum i seminarium – byliśmy 5 lat w seminarium razem – spędziłem z Jerzym, wcześniej z Alkiem, jak wiemy, na chrzcie św. otrzymał imię Alfons. Ja poszedłem do seminarium rok później, ale spotkaliśmy się na trzecim roku, bo Jurek trafił do wojska, tam przez dwa lata zaliczył tylko rok nauki. Wtedy klerycy umawiali się z profesorami, że w wojsku samodzielnie się przygotują do egzaminów, by aż dwóch lat nie marnować. Jak wiemy, w wojsku też nie odpuszczał. Jedni mówili, że dałby spokój, schowałby ten różaniec, ale nie, wiara to była jego wartość.

Jak Ksiądz pamięta ks. Jerzego jako kolegę?

– Był bardzo spokojny, zawsze życzliwy, serdeczny w rozmowach. Zaintrygowało mnie w nim to, że był bardzo oddany Panu Bogu. Codziennie musiał pokonać rowerem te 5 km z Okopów do Suchowoli, a jeszcze wcześniej rano służył do Mszy Świętej. To trzeba podkreślić, to była szkoła, w której mimo komunizmu, nie walczono z religią, religijnością. Przed lekcjami zachodziliśmy zawsze do kościoła pomodlić się, to było jakieś 200 metrów od szkoły, zarówno ci, którzy mieszkali w internacie, jak ja, jak i ci, którzy dojeżdżali. Budowało nas  też to, że i nauczyciele w tej Mszy św. dla młodzieży uczestniczyli. Zresztą, jak trzeba było, tak ustawiali nam plan zajęć w internacie, żeby nie kolidował z rekolekcjami czy Mszą Świętą. Pamiętam też taką sytuację, której obaj byliśmy uczstnikami. Jeden z nauczycieli historii przyszedł do nas i jeszcze paru kolegów i wręczył nam deklaracje, żeby nas zapisać do partii. Ale nikt z nas ich nie wypełnił, choć pewien lęk w nas był. To była ostatnia klasa przed maturą, nie wiadomo, jakie to by miało konsekwencje. Wszyscy oddali czystą. I był wtedy wstrząs w urzędzie powiatowym, że jak to, nikt z Suchowoli nie zapisał się partii. Jurkowi też by przez myśl nie przeszło, by się zapisywać. Ale tu trzeba podkreślić też fundament domu rodzinnego. Tam jego mama nadała ton głębokiej pobożności.

Niedawno zmarł ówczesny dyrektor naszej szkoły, staruszek już, opowiadał po latach, że bardzo często był wzywany do komitetu powiatowego partii, bo nie podobało się, że w szkole jest taka atmosfera, że dużo chłopców idzie do kapłaństwa, bo z naszej szkoły co roku przynajmniej jeden szedł do seminarium, a bywały lata, że i dwóch, i trzech. W pewnym momencie tutaj w Warszawie na wszystkich rocznikach było ośmiu z naszej szkoły. Ówczesny rektor, później biskup – ks. Władysław Miziołek, bardzo serdecznie nas przyjmował, dbał, by nowego dobrze przyjąć.

Jak dzisiaj pokazać ks. Jerzego za granicami naszego kraju. Na jaką jego cechę warto najbardziej zwrócić uwagę?

– On żył Bogiem, to było widać na co dzień. To było życie Ewangelią, Pismem Świętym, tym, co naucza Kościół. Zwyczajne, proste życie, proste realizowanie swojego powołania jako człowieka. Ja nigdy nie widziałem, żeby mocno się zdenerwował, zaperzył w jakiejś sprawie, spokojnie wszystko przyjmował. To było spokojne realizowanie życia chrześcijańskiego. Jeśli spojrzeć na niego z tych lat szkolnych, to dla młodzieży  jest świetnym wzorem tego, by Boga stawiać na pierwszym miejscu w swoim życiu.

Zresztą całe to jego zaangażowanie w sprawy ludzi, robotników wynikało z jego wiary w Boga. On im głosił prawa Boskie, które dotyczą każdego człowieka, obrona tych praw należy się każdemu. Wykazywał, że to, co głosi komuna, jest sprzeczne z prawem Bożym, a człowiek musi się przede wszystkim kierować wskazaniami Bożymi. Nie nawoływał do żadnej walki, tylko do miłości. Zło dobrem zwyciężaj. Pamiętam też taką rozmowę z nim, 14 września, przed porwaniem. Wtedy rozstrzygały się sprawy jego wyjazdu do Włoch. Ksiądz kardynał Józef Glemp, przeczuwając niebezpieczeństwo, chciał ratować Jurka i wysłać go tam na studia. Najpierw myślał, że to trochę na przekór jemu, ale potem powiedział, że podda się woli biskupa, jedynie prosił, że jak wróci, żeby miał możliwość sprawowania opieki nad robotnikami. Jednocześnie miał świadomość, że różnie z nim może być, ale mówił, że jest przygotowany na wszystko, jeżeli coś mu się stanie, to dla dobrej sprawy, był gotów ponieść ofiarę. Mówił to ze spokojem, nie widać było po nim strachu. To jest to życie wiarą, to jest świętość. Jego postawa jest dziś bardzo aktualna. Walka z Kościołem katolickim jest coraz ostrzejsza.

Dzisiaj też  ks. Popiełuszko byłby prześladowany?

– Oczywiście zaraz by krzyczeli, że to polityka. Tak jak teraz, jak tylko ksiądz w kościele zabierze głos w ważnej sprawie, że coś jest niemoralne wśród rządzących, to od razu podnoszony jest głos, że do polityki się miesza. A my musimy jak ks. Jerzy odważnie poruszać trudne tematy na ambonie. Oczywiście zaraz odezwą się media, że jak, dlaczego, jakim prawem. W sumie mamy teraz podobne czasy do tamtych. Tyle że teraz inni są ludzie. Wtedy wiedzieli, czym jest komuna, a teraz mają często zamieszane w głowach, często nie wiedzą, gdzie jest prawda.

Myśli Ksiądz, że ks. Popiełuszko może dziś przypominać kapłanom, że warto z ambony poruszać sprawy trudne, że nie można się tego bać?

– Tak. Jeżeli coś jest ważne, to trzeba o tym głośno mówić. Mamy dziś przykład naszego pasterza ks. abp. Henryka Hosera, z którym tak mocno dzisiaj walczą liczne media. Ale on nie może zamilknąć na tak aktualne i tak wielkiej wagi tematy jak obrona życia. Nie może nie mówić prawdy o zapłodnieniu in vitro.

W jakich intencjach zwracać się do księdza Jerzego, o co się modlić za jego wstawiennictwem?

– O odwagę, by nie dać się zastraszyć w czynieniu dobra i mówieniu prawdy.

Dziękuję za rozmowę.

NaszDziennik.pl
Źródło: http://www.naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w-polsce/98793,ksiadz-jerzy-dzis-tez-bylby-przesladowany.html